Pani Grażyna Trautsolt – 1 miejsce 

Najpierw się przedstawię: mam na imię Grażyna, rocznik 1951, jestem rodowitą warszawianką, z wykształcenia – inżynier.  Zawsze lubiłam poznawanie świata: najpierw wakacje w Bułgarii czy na Węgrzech z Rodzicami…

W latach 70. marzył mi się Zachód, Paryż był nieosiągalnym celem: wielki świat pachnący dolarami i Chanel nr 5. Jakże to brzmi teraz egzotycznie.

Pewnego dnia, a był to rok 2001, znajoma zaproponowała mi wspólną podróż do Syrii i Jordanii. Zgodziłam się, ale już na początku wyprawy okazało się, że nasze oczekiwania były różne. Byłam żądna wrażeń, poznawania ludzi i innego świata. Ta podróż otworzyła mi oczy. Wiele stereotypów okazało się nieprawdziwymi. Nabrałam wiary we własne siły i złapałam bakcyla. I tak się zaczęła moja pasja podróżowania solo i bez biur podróży. Sama jestem księgową i pilotem swoich wypraw. Podróżuję sama wybierając miejsca egzotyczne, w miarę tanie i bezpieczne. Wyznaję zasadę, że żadne, nawet najlepsze, biuro podróży nie zapewni mi tylu przeżyć, co zwiedzanie świata solo, a oprócz tego, wychodzi to znacznie taniej. Odpowiadają mi samotne eskapady, wtedy człowiek liczy tylko na siebie i jest zmuszony do nawiązywania kontaktów. Żaden pobyt w hotelu, a szczególnie luksusowym, nie odda klimatu prawdziwego życia i rozmów z ludźmi z ulicy, chociażby na „migi”.

Przed wyjazdem zawsze precyzyjnie przygotowuję się, kupuję profesjonalny przewodnik, szperam w Internecie, poszukuję ludzi, którzy już tam byli i zadaję liczne pytania… W zeszycie rozpisuję podróż „na dni i dolary”, co chcę zobaczyć i ile to będzie mnie kosztować.

Nie korzystam z usług biur turystycznych i wydaję mniej pieniędzy niż inni wydają czasem na wczasach w Polsce. W biurach podróży płaci się za wszystko: księgową, lokal, pilotów.

Atutem samotnych wypraw jest to, że miejscowi przyjmują mnie z niezwykłą otwartością, zapraszają do siebie i nie boją się kontaktów, chcą poznać egzotyczną, stateczną (?) cudzoziemkę. Dzięki temu poznaję realny świat. Porozumiewanie się nie jest, wbrew pozorom, skomplikowane. Wystarczy trochę znajomości angielskiego, ale bardzo często rozmowa na migi też jest dobrym sposobem nawiązywania kontaktów. A wyraz twarzy przekazuje wszystkie uczucia.

Wszyscy zawsze mnie pytają: „nie boisz się?” Ja nie czuję strachu. Nieznane – a poznane, nie budzi lęku. Dlatego skrupulatnie przygotowuję się do podróży. Najbardziej kocham Afrykę, to co widziałam  w miarę upływu czasu, niestety, zanika, świat kurczy się i traci swoje tradycje.

Podróże uczą pokory i szeroko pojętej tolerancji. Wiem, że będę podróżować dopóki będę miała możliwości. Po każdej wyprawie emanuje ze mnie energia, ładuję w ten sposób akumulatory na cały rok do następnej wyprawy. Tym żyję: albo jestem przed podróżą i się przygotowuję, albo szykuję album z ostatniego wypadu, w którym oprócz zdjęć wklejam wejściówki, foldery, wizytówki, bilety i opisuję przeżycia, a potem myślę, gdzie pojadę następnego roku.

Dodatkowo nauczyłam się (Uniwersytet III wieku!) jak założyć stronę Internetową (www.podrozemojapasja.com) i prowadzę ją sama. Tam są moje opowieści, zdjęcia, filmy. Dzięki niej mam liczne nowe kontakty. Dzielę się swoimi przeżyciami prowadząc prelekcje podróżnicze w różnych  klubach. Cieszy mnie zaciekawienie ludzi. Wydałam też dwie książki o moich podróżach; są bardzo osobiste. Wszystko to mnie bardzo cieszy! Ale chyba inni też z tego korzystają!